Zima w mieście! Ponownie!
Jak tylko pojawiły się dziury w asfalcie oraz nieśmiałe myśli, że może to już koniec zimy ta wróciła ze zdwojoną siłą! W ciągu jednego dnia w Warszawie napadało śniegu po kostki. Miasto wygląda... bajecznie! W związku z tym wybraliśmy się na krótki spacer do parku - krótki, ponieważ okazuje się, że choć na termometrach temperatura względnie wysoka, to przez wiatr odczuwalna jest znacznie niższa. A moja nowa kurtka-pilotka (nabytek z finału wyprzedaży) nie daje rady niestety na mrozie i takim wietrze. Na pewno jednak będzie idealna na okres przejściowy.
The winter is back!
I thought that the spring was comming and it turned out I was wrong. Completely. The winter is back. It snowed for two days and now Warsaw is white. The city looks fabulous. To enjoy the beauty of the city we went today for a walk. For a while, literaly. Though the temperature is relatively high, it felt much lower, because of cold wind. My new aviator - jacket is not apropriate for such a weather. But it will be great for beginning of the spring.
Jacket, skirt - Bershka
Blouse - second hand
Boots, gloves - no name
Scraf, tights - H&M
Bag - Market in Tunisia
Tłusty czwartek! Czyli startujemy z ostatnim tygodniem karnawału. Ale co tam karnawał, co tam ostatni tydzień - dziś ważne są tylko pączki! :)
Historycznie Tłusty Czwartek był dniem, w którym świętowano odejście zimy i nadejście wiosny. Świętowanie to sprowadzało się do konsumpcji (żadne zaskoczenie) - jedzenia tłustych mięsnych potraw oraz picia wina, zagryzkę stanowiły pączki, ale takie z ciasta chlebowego i nadziewane słoniną! Brzmi ohydnie, co? Pączkami na słodko zaczęto objadać się około XVI w.
Ja zaczęłam objadać się już od rana. Do tej pory zjadłam 4, a to dopiero początek! Mam cały dzień na bicie rekordu. A jak Wasze pączkowe ambicje?
Fat Thursday is a traditional Polish feast that begins on the last week of Carnival. These day is dedicated to eating large quantities of sweets forbidden during Lent, especially donuts. That's why I call that day as The Donut's Day :)
In the past Fat Thursday was a day when people celebrated the end of winter and the beginning of spring. That day people used to eat and drink a lot, mainly meat dishes and wine. During Fat Thursday people also used to eat donuts, but not this type we know - their donuts were filled with lard! Sound disgusting, doesn't it? Sweet donuts filled with rose or marmalade have been eaten starting from XVI c.
I ate 4 donuts so far - but that's just the beginning. I have whole long day to break the record.
Płaszcz (coat): ZARA
Spódnica (skirt): tally weijl
Bluzka (blouse): Atmosphere
Szalik (scarf): H&M
Paski (belts): New Yorker (różowy/pink), sh (wężowy/snake)
Buty: Ryłko
Torba (bag): Nine West
Rękawiczki (gloves), rajstopy (tights), biżuteria (jewlery): no name
Kopertówka z dzisiejszego wpisu pamięta późne '70 lub wczesne '80. To jedna z niewielu rzeczy po mojej mamie, która ku mojej rozpaczy większość swoich rzeczy zwyczajnie wyrzuciła. Udało mi się "uratować" jedynie dwa skórzane płaszcze, kilka bluzek, swetrów i jedną koszulę. No i dzisiejszą kopertówkę.
Do kopertówki dobrałam frędzlową spódnicę i szpilki z takim samym frędzlowym wykończeniem. Tym razem zdjęcia z domu :)
The clutch from today's post is from late '70 or early '80. This is one of the few things I "inherited" from my mum. She had a lot of great clothes and shoes but most of them were thrown away. I "rescued" only two leather coats, a few blouses, a few sweaters and one shirt. And the clutch you can see in this post. I combined it with shirt and heels that have fringes.
Spódnica (skirt): H&M
Bluzka (blouse): no name
Szpilki (heels): ALDO Rise
Kopertówka (clutch): vintage
Zegarek (watch): Roberto Cavalli
Biżuteria (jewlery): no name
Ogólnie nie lubię wyprzedaży ze względu na panujący w sklepach obrzydliwy tłok i jeszcze bardziej obrzydliwy bałagan. Mimo to w styczniu wybrałam się na drugą rundę wyprzedażowych zakupów (pierwsza była po świętach), która ograniczyła się do dwóch sklepów.
Do H&M weszłam w zasadzie tylko po to, by zobaczyć dwie sukienki z nowej kolekcji, które zaciekawiły mnie z wystawy. Przeceny w tym sklepie omijałam zawsze wielkim łukiem - mam wrażenie, że przeceniają tam najgorsze modele, brzydkie i słabej jakości. Tym razem jednak miło mnie zaskoczyli. Znalazłam tam dwie pary ciekawych, dobrze skrojonych spodni za grosze. Jedne mienią się jak hologram, a drugie przypominają piżdżamę. Kupiłam też frędzlową spódnicę, torebkę-mydeliczkę, która mieni się ferią barw i futro. Futro pojawiło się już na blogu (klik). Tyle z działu przecen. Sukienkom, które skusiły mnie do wejścia do sklepu niestety się nie oparłam - jedną już znacie (klik), drugą poznacie niebawem ;)
Drugi sklep, który odwiedziłam to Zara, którą bardzo lubię za asortyment - dobry zarówno w regularnej sprzedaży, jak i w sezonie przecen. Co mnie jednak wkurza niemiłosiernie to nieopisywalny wręcz bałagan (mało powiedziane, ale nie będę Wam tu bluzgać) podczas przecen. Rzeczy są pomieszane, walają się po kątach, są brudne, porwane... I jeszcze to masowe kupowanie i wystawianie z zawrotną marżą na Allegro... Co to w ogóle jest? Ale mniejsza o to teraz. Wynalazłam w Zarze kapelusz i jeansowe dzwony (które już niebawem w stylizacji) oraz buty. Dużo butów :) Uwielbiam Zarowe buty - są ładne i wygodne, mogę je kupować w ciemno, bez mierzenia, bo trzymają rozmiar. Poza tym nic się im nie dzieje. W regularnej sprzedaży bywają drogie, ale podczas wyprzedaży ceny są sensowne, a czasami nawet śmieszne. Dałam się ponieść i wyniosłam kilka par - asymetryczne czółenka, botki ze złotymi ćwiekami, kozaki z cholewką w stylu Givenchy (a w każdym razie mi się tak kojarzą) i czarne, do bólu zwyczajne, baletki. Sporo, wiem, ale... NIE JESTEM KOPCIUSZKIEM ŻEBY CIESZYĆ SIĘ Z JEDNEJ PARY BUTÓW ;)
Generally I'm not very fond of sales becuase of the crowds and mess in the shops. That's why I decided to limit myself just to two shops, H&M and Zara.
Actually in case of H&M I just went there to see two dresses from their new collection. I was not interested in items on sale because in my opinion discounted models in H&M are often ugly and of poor quality. However this time I was nicely surprised. I found two pairs of neat and cheap pants, a holographic box clutch glittering with rainbow colors and a faux fur that you've already seen on this blog (click). I also bought these two dresses that made me enter the shop and that I mentioned earlier. You could see one of them here (click) and the other one still waits for its turn ;)
The second store I visited was Zara - probably my favourite shop. The one thing that I do not like about this shop is the horrible mess they have during sale time. Then, every pice of clothing they have is everywhere but not on the hanger and a lot of stuff is torn or dirty. Still, I've bought a hat, bell bottom jeans and shoes. Quite a few :). Zara has great shoes - good looking, fashinable and comfortable. I can buy them without trying them on because they always fit me. And during sale time, they are much cheaper. I bought assymmetric pumps, studded boots, boots that remind me of Givenchy Knee-High Sheath Boots and ordinary black flat shoes.
A lot, I know, but... I'M NOT CINDERELLA TO BE CONTENT WITH JUST ONE PAIR OF SHOES.
Buty (shoes), kapelusz (hat): ZARA
Reszta (rest): H&M
W sezonie jesienno-zimowym ćwiekami nabite było wszystko - buty, kurtki, czapki, a nawet staniki), a skóra noszona była bez względu na okazje. Jestem pewna, że elementy te (zwłaszcza skóra) jeszcze długo nas nie opuszczą, ale w sezonie wiosennym powoli ustępują miejsca geometrii, bieli (i czerni z bielą) oraz wyraźnym wzorom. Powiem szczerze, że cieszy mnie nadchodząca zmiana. Lubię rockowe ciuchy - skórzany płaszcz nosiłam przez całe liceum, pierwsze skórzane spodnie kupiłam na długo zanim stały się modne, a lateksowe legginsy z dzisiejszego posta dostałam w prezencie 3 lata temu. Jednak, gdy co druga mijana na ulicy dziewczyna ubrana jest w ćwieki od stóp po czubek głowy, niczym fanka metalu lub punka, których nigdy nie słuchała i słuchała nie będzie, zaczyna to być nieautentyczną przesadą. Skórze i ćwiekom mówię tak, ale z umiarem. Chyba, że jest się fanem gatunku. Oczywiście moda powinna czerpać z subkultur, ale w formie ubrania, a nie przebrania. Dlatego nigdy nie zobaczycie tu bluzki z rottweilerem, pitbullem czy innym wilkiem. Zostawiam je dla zawodników MMA ;)
Dziś stylizacja z pogranicza starego i nowego, łącząca odchodzącą ćwiekową przesadę z nadchodzącą geometrią.
In the autumn/winter season everything was made from leather and had studs – shoes, jackets, caps and even bras. This type of clothes were worn everywhere and every time, on every occasion. I’m sure this trend will be still popular but in the spring season will be superseded by other trends like geometry, stripes, combination of black and white and so on. I must admit I’m happy with this change. I really like rock-like clothes and I always did – as a teenager I used to wear long leather coat. I bought my first leather pants I long before they became fashionable (believe me, there was a time that leather pants weren't in) and I got the latex leggings I wear in today’s post more then 3 years ago. However, when every girl you pass on the street wears leather studded clothes and looks like a huge fan of metal or punk bands it becomes inauthentic and ridiculous. For me that's more of a costume then an everyday fashionable look. For the same reason you will never see me wearing t-shirts with rottweilers or pit bull terriers - for me they are reserved for MMA fighters ;)
A jako wisienka na torcie, dla wszystkich fanów ćwieków, trochę "mrocznej" muzyki z dobrym tekstem.
As a icing on the cake a piece of great dark music.