Odkąd w zeszłym roku zaopatrzyłam się w śniegowce nie przeszkadza mi śnieg i mróz. To najlepsze buty na zimę jakie miałam i jakie kiedykolwiek będę miała ;) Przypominają trochę pamiętne Relaxy? Pewnie tak, ale nie dbam o to. Liczy się tylko to, że drugi sezon nie marzną mi stopy. Wszystkie inne tzw. "ocieplane" kozaki poszły w zapomnienie - swoje 5 minut mają w listopadzie i w marcu. W pozostałe zimowe miesiące najczęściej wybieram śniegowce. Tak mi dopomóż ;)
Dziś odsłona pierwsza - śniegowce fioletowe - w towarzystwie mięty. A sweter - nigdy go nie lubiłam - zdecydowałam się wreszcie założyć, po latach zalegania w szafie i unikania kosza na śmieci.
Last year I bought great boots for winter. They are the best winter boots I've ever had. I think I'll never find better ones. I don't care that they are not fashionable and good looking. They are really warm and this is the most importat. I have a lot of so colled winter boots but now they mean nothing to me. I can wear them in March or November - when it is relatively warm.
In the photos below you can see my favourite type of winter boots - thist time the purple ones - in company of mint pants and jacket. And of course the sweater that I never liked. Last year I almost threw it away. So, I can say, it's a resurrection in a way ;)
Kurtka (jacket): Atmosphere
Spodnie: ZARA
Sweter (sweater): (Levis) second hand
Torebka (bag): Lacoste
Pasek (belt): second hand
Rękawiczki (gloves): no name
Szaliki (scarfs): no name
Czapka (cap): second hand
Buty (boots): e-bay
Uwielbiam kolor czerwony! Niezależnie co aktualnie jest promowane - pastele, burgund, czy karmelowy, ja wybieram czerwień. Zawsze, gdy wchodzę do sklepu moją uwagę przyciągają rzeczy właśnie w czerwonym kolorze. I nieważne co to za rzeczy - bluzki, kurtki, spódnice, buty, parasole, czy nawet okładki zeszytów ;)
Poniższe zdjęcia zrobione zostały jeszcze w Paryżu - w parku, nieopodal hotelu w którym się zatrzymaliśmy. Na dwóch ostatnich możecie zobaczyć parasol, który kupiłam w Paryżu. Po tym jak zmokłam w Wersalu zdecydowałam się na zakup tej praktycznej pamiątki - bardzo przydała się ostatniego dnia. Parasol został kupiony w sklepie Pylones. Nie wiem czy firma ta jest Wam znana - ja pierwszy raz spotkałam się z nią właśnie w Paryżu, gdzie wydawała się być naprawdę popularna. W wolnej chwili, w ramach rozrywki, polecam wejść na ich stronę: (kilk). Mają w ofercie świetne, bajecznie kolorowe i prześmieszne rzeczy. Parasole były w różnych wersjach kolorystycznych - ja oczywiście wybrałam czerwony ;)
A dziś, chociaż zima, pada deszcz. W pewnym sensie post wpisuje się więc w klimat.
I love red colour. No matter what is in – pastels, burgundy, caramel – I prefer red. Whenever I go shopping my attention is attracted to things in this colour.
Photos below were taken in Paris – in the park near the hotel we were staying. On the last two you can see umbrella that I’ve bought in Paris. I decided to buy this practical souvenir after I got wet during sightseeing in Versailles. It was bought in Pylones store. I don’t know if this brand is popular all over the world (I didn’t know it before) but in Paris it really is. If you have time visit their website: (kilk). They offer great, colourfull and funny stuff. The umbrellas were in different colours but (of course) I chose the red one.
In Poland it’s a rainy day today, so this post is good for the moment.
Sukienka (dress): Solar
Buty (hells): Mohito
Torebka (clutch): no name
Naszyjnik z zegarkiem (necklace with watch): stary, nakręcany marki Czajka wylicytowany na e-bay (old, manually, wound watch that I've bought on e-bay)
Płaszcz (coat): Allegro
Okulary (glasses): CK
Parasolka (umbrella): Pylones
Podczas pobyty w Paryżu jeden dzień poświęciliśmy na wycieczkę do Wersalu.
Wersal to spokojne miasteczko na obrzeżach Paryża, jednak chyba każdemu miejsce to kojarzy się przede wszystkim (a może wyłączenie) z królewskim pałacem oraz kompleksem ogrodowo-parkowym. Miejsce to jest chyba najwspanialszym i najokazalszym dziełem francuskiego Baroku, symbolem monarchii absolutnej. Rozmach i przepych z jakim zostało wykonane wręcz zwala z nóg.
Pałac robi imponujące wrażenie - tak z zewnątrz, jak i od środka. Mieści się w nim 700 pomieszczeń, ale dla turystów udostępnionych zostało "jedynie" 120. Wszystkie wręcz kipią bogactwem. Z każdej ściany i sufitu na turystów spoglądają liczne wizerunki monarchów oraz malowidła przedstawiające sceny z ich życia. Każdy detal dopracowany jest w najdrobniejszych szczegółach, wszystko ocieka złotem.
Mnie najbardziej (pewnie każdego) zachwyciła Galeria Zwierciadlana - pomieszczenie mające 74 metry długości i 10 metrów szerokości, którego sklepienie ozdabiają malowidła ukazujące największe zwycięstwa Francji. W pomieszczeniu tym jest 17 ogromnych okien, które wychodzą na park - okna te odbijają się w takiej samej liczbie luster na przeciwległej ścianie. Efekt piorunujący. Tego się nie da opisać.
Natomiast najbardziej rozbawiła mnie jadalnia - nie samo pomieszczenie, ale sposób korzystania z niej. Otóż przy stole spożywała posiłek jedynie para królewska. Księżne oraz książęta siedzieli na oddalonych od stołu pufach jako widzowie, a za nimi stali pozostali gapie - czy byli to mieszkańcy dworu czy również "chętni" z ulicy - nie doczytałam ;)
Co się zaś tyczy terenu otaczającego pałac to jest on nie mniej imponujący. Park wersalski zajmuje 800 ha, w nim jest ogród o wielkości 250 akrów. Po wyjściu z pałacu na tarasy nie widać końca parku. Ja widziałam to miejsce na początku zimy i chociaż zieleniła się już tylko trawa i niektóre drzewa to byłam pod ogromnym wrażeniem. Jestem szalenie ciekawa jak to miejsce wygląda wiosną lub latem - musi być magiczne!
Co do stroju to uznałam, że będąc w Wersalu trzeba postawić na barokowy przepych. Oczywiście na ile pozwalają ramy wycieczki i zwiedzania. Sami rozumiecie, że nie jest to max barokowej stylizacji, ale na tle turystów i tak wyglądałam cokolwiek inaczej ;)
We spent one day in Versailles during our holiday in Paris.
Versailles is a small town located 20 kilometers southwest of Paris, but most people associated it predominantly (or maybe only) with the royal palace and garden, that was the centre of political power in France from 1682 to 1789.
Versailles is famous not only as a building and park, but also as a symbol of the system of absolute monarchy. Probably it is the greatest and most magnificent symbol of French Baroque. Richness of this place is breathtaking.
There are 700 rooms in the palace but “only” 120 are available for tourists. In every room there are portraits of monarchs and paintings that show scenes from their life.
I was especially delighted with the Hall of Mirrors, which is perhaps the most celebrated room in Versailles. This room is 74 meters (242 feet) long and 10 meters (33 feet) wide, the celling is decorated with paintings showing the greatest French victories. But what makes this room so unique and enchanted? 17 large windows that are reflected in the same number of mirrors on the opposite wall. The effect is wonderful – impossible to describe.
The most surprising room (for me) was the dining room, because of the way they used it. The only one who could seat at the table was king and queen. Princesses and princess seated on the small chairs away from the table as an audience. Other people could stand behind them – also to watch royal couple eating. It was strange and funny, wasn’t it?
Area that surrounds the palace in no less impressive. The garden is huge – it covers 800 hectares. I saw it in the beginning of winter and none the less I was very impressed. I am very curious what this place looks like in the spring or summer - it must be magic!
As for the outfit I decided that being in Versailles I should wear something baroque-style. Of course I could nor exaggerate because it was sightseeing not a photo-session.
I zdjęcia wewnątrz pałacu.
Photos inside the palace.
Żakiet (jacket): ZARA
Gorset (corset): H&M
Spódnica (skirt): ZARA
Szpilki (heels): Mohito
Torebka (clutch): Reserved
Biżeteria (jewlery): no name
Spacerując Polami Elizejskimi, malowniczymi uliczkami Montmartre czy Saint Germain, jeżdżąc metrem, przesiadując w licznych brasserie przy kawie i rogalu lub w małych restauracjach przy pot-au-feu ;) lub kaczce w winie widziałam wiele Paryżanek. Z tego co zauważyłam nie ubierają się one przesadnie ekstrawagancko - chyba, że za ekstrawagancję uznamy noszenie szpilek czy baletek, gdy temperatura oscyluje w granicy +5 stopni. A jako nakrycia głowy noszą berety! Z antenką! :) A najbardziej cieszą oko Paryżanki w beretach te na oko czteroletnie - o tak, dzieciaki wyglądają w nich bosko! Berety są nieodłącznym elementem paryskiej scenerii również z tego względu, że w centrum miasta można je kupić niemal na każdym rogu. Pod turystów? Oczywiście, że tak. Bo kto nie kojarzy Paryża mniej więcej w ten sposób: (klik)
Jak wspomniałam Paryżanki i Paryżanie nie zwracając uwagi na panującą aurę noszą się dość lekko. Ja bym zamarzła. Dlatego na poniższych zdjęciach rządzą kalosze w parze z grubymi skarpetami oraz futrzany toczek i rękawiczki. Kurtkę zdjęłam tylko na chwilę. Ja nie z tych co marzną dla wyglądu - nawet w Paryżu! ;)
I’ve seen a lot of Parisian while strolling the Champs-Elysées and picturesque streets of Montmartre and Saint Germain as well as using public means of transport, spending time in brasseries (small coffee shop where you can eat baguette, croissants and drink coffee) or in restaurants. Women I met weren’t dressed too sophisticated or extravagant (I always thought they were). The only thing I found quite surprising was, that they were wearing stilettos or spring season flats in the beginning of December (when it was quite cold outside). And what were they wearing it all with? Berets! It looked great. I was especially delighted spotting kids (approx. 4 years old) who had berets on their heads. Yep, kids in berets look gorgeous. From my point of view berets were an integral part of Paris. Maybe also because you can buy them at almost every corner. You can argue it's just for tourists. Of course it is! Though people associate Paris more or less in this way: (click) Don’t they?
As I mentioned before Parisians don’t seem to care overly about temperature outside and do not dress heavily. I would freeze. That is why on the photos below I’m wearing wellies with heavy socks and fur cap and mittens. I took off my jacket only for a while. There's only so much I can suffer for a fashionable look - even in Paris :)
Sweter (waterfall sweater): Orsay
Golf (turtleneck blouse): Gatta
Skórzane spodenki (leather shorts): Kappahl
Kalosze (wellies): Decathlon
Komin (scarf): Cubus
Futrzana czapka i rękawiczki (fur cap and mittens): Atmosphere
"Paryż jest zawsze dobrym pomysłem" - Audrey Hepburn
Więcej dodawać nie trzeba. Zostawiam Was z (za) duża ilością zdjęć. Odsłona pierwsza: zwiedzanie.
Ps. Kolejne posty również z i o Paryżu :)
"Paris is always a good idea" - Audrey Hepburn
Nothing more left to say. I leave you with quite a few photos. Part one: visiting.
Ps. Next few posts will be also from and about Paris.
Thanks for watching.
Next posts I'm back to presenting outfits.