those pesky Nivea tins

Wednesday, November 14, 2012

As you can see this little nivea cream sets a lot of traps for the unwary. There's also one not immediately apparent - detects sloppy photo framing like magic. Every time you try to take a photo of Mon Cherries, there's one of those blue boxes lurking somewhere near. Blue does not go well with all those reds and oranges so beware ;)

Red lips

Tuesday, November 13, 2012



Ciężko mi nosić kolorowe pomadki. Przyczyna jast prozaiczna. Nazywa się: krem nivea. Ale od początku.

Jestem uzależniona od kremu nivea, takiego najprostszego, w granatowo-białym okrągłym opakowaniu. Uświadomiłam to sobie w wieku 12 - 13 lat, kiedy to na urodziny dostałam od każdego ucznia w klasie pudełko kremu nivea! Pudełko (zabawna rzecz) po butach, liczyło 30-kilka kremów! Nie pamiętam na jak długo starczyły. Wcześniej nie rzuciło mi się w oczy, że krem nivea jest nieodłączną częścią każdego mojego dnia. Innym się rzuciło. Stąd prezent.

Przez następne lata nivea towarzyszyła mi zawsze i wszędzie: na ławce podczas egzaminu do LO i podczas matury, w torebce podczas ślubu siostry, na którym byłam świadkiem, w kieszeni żakietu podczas obrony pracy magisterskiej oraz podczas pierwszej rozmowy o pracę. Pierwszą obroniłam. Drugą dostałam. Po 3 latach ją zostawiłam. Na odchodne, od najbliższych współpracowników, dostałam ...surprise, surprise... kremy nivea! Jeden z nich miałam na kolanach podczas egzaminu na prawo jazdy. Egzaminator zapytał: po co pani ten krem? Ja mu na to, że na szczęście. Bo krem nivea to dla mnie taki trochę talizman - talizman do smarowania ust. I dłoni. I twarzy. Ale najbardziej ust :) A, egzamin na prawko zdałam.

Pamiętam jak pierwszy raz pomalowałam usta w kolorze, w kolorze czerwonym. Misternie obrysowałam kontury, wypełniłam pomadką - wszystko zgodnie ze sztuką. Było pięknie, do czasu, aż w autobusie odruchowo wyciągnęłam mój nieśmiertelny i nieodłączny krem i odruchowo go użyłam... Efekt wiadomo - jak joker ;) Przejechałam tak kilka przystanków, aż spostrzegłam, że mam podejrzanie czerwone paluchy. Wstydu trochę było, nie powiem, ale śmiechu chyba więcej.

Ze szminek nie zrezygnowałam. Uczę się je nosić. I kontrolować niveowy instynkt. I przerzuciłam się na carmex - w chwili nieuwagi sieje mniejsze spustoszenie. Ale gdy idę spać nivea jest zawsze pod poduszką ;)










Kurtka: bebe
Spodnie, szalik: no name
Bluzka, pasek: sh
Buty: KAZAR
Torebka, okulary: Calvin Klein
Zegarek: DKNY
Biżuteria: lilou


Jacket: bebe
Trousers, scarf: no name
Blouse, belt: sh
Shoes: KAZAR
Bag, sunglasses: Calvin Klein
Watch: DKNY
Jewelry: lolou

Trailed by paparazzi

Friday, November 9, 2012



Jakiś czas temu, jeszcze gdy na zewnątrz mieliśmy prawdziwą piękną jesień (a nie to listopadowe "byle co") obudziłam się z ochotą na nową fryzurę. Uwielbiam zmiany na głowie. Miałam już włosy długie, średnie, krótkie i bardzo krótkie. Ciemne, rude i blond. Kręcone i proste. Zaliczyłam nawet nieudaną przygodę z fryzurą a'la Ringo Star (na szczęście jako małolata).
Naturalnie włosy mam kręcone i ciemne, w najgorszym wydaniu. Co rozumiem przez najgorsze wydanie? Otóż rzeczone kręcenie jest "niedotykalskie", co oznacza, że loki są ładne do pierwszego użycia szczotki / grzebienia - później robi się z nich jedno wielkie siano. Jedyna szansa, aby wyglądały ładnie, to umycie włosów rano, wysuszenie z głową do dołu i odrobiną pianki, a następnie pod żadnym pozorem nie ruszanie ich! Nie wolno nawet pomyśleć o ruszeniu. Generalnie strasznie dużo zachodu z takimi lokami. Lokami w kolorze ciemnym szarym. Tak widzę moje włosy ja :)
Jak już wspomniałam moje włosy ewoluowały przez lata w ich kształcie i kolorze. Od roku jestem wierna blondowi. Szczerze mówiąc to owa wierność nie do końca jest z wyboru - po prostu jak pomyślę o drodze krzyżowej, którą przeszłam, aby blond osiągnąć, to wiem, że drugi raz chyba bym się na to nie zdecydowała. Niezliczone ilości złotówek wydanych na niezliczone ilości godzin u fryzjera, niezliczone ilości straconych włosów... Brrr. Dlatego jeszcze się blondem pocieszę, żeby starczyło na dłuuuugie lata :)
Wracając do tematu.
Skoro nie mogę poszaleć z kolorem to do fryzjera (Tekstura w Warszawie - super miejsce!) udaję się w celu zafarbowania odrostów i obcięcia zniszczonych końcówek. Co do zasady włosy zapuszczam. Ostatnim jednak razem zabawa nożyczkami rozwinęła się, a następnie do zabawy dołączyła prostownica, którą Damian (fryzjer) wyczarował jak zwykle cudowne loki. Jak on to robi, że jego loki trzymają się co bym nie robiła - nie wiem. Ja nie umiem falować włosów prostownicą (bawi mnie ten oksymoron), a już na pewno nie tak, aby efekt trwał dłużej niż godzinę. Od czego to może zależeć??

Po wizycie u fryzjera nie mogłam oprzeć się chęci pospacerowania po Ogrodzie Saskim i zrobienia kilku zdjęć (niestety wątpliwej jakości).














I jeszcze moje, chyba, najzabawniejsze zdjęcie - z paparazzi w ukryciu! ;))

My favourite photos - with paparazzi ;)



Spodnie: kappahl
Tunika (sukienka?): Reserved
Sweter i okulary: no name
Buty i torba: ZARA
Biżuteria: no name i lilou


Pants: kappahl
Dress: Reserved
Jumper and glasses: no name
Heels and bag: ZARA
Jewelry: no name and lilou


Beret - hot or not?

Monday, November 5, 2012



Czy beret jest hot? Tego nie wiem. Na pewno jednak jest ciepły i jesienią przydatny. O ile wyjdzie się poza obiegowe kojarzenie go z moherem.
Moje skojarzenia, jeżeli chodzi o beret, to zawsze Paryż, antenka, elegancja. Kolejność przypadkowa :)















Płaszcz: Reserved / sukienka: asos / buty: Stylowe Buty / naszyjnik: Promod / torba: no name / rękawiczki: pracownia kuśnierska w Warszawie / zegarek: Donna Karan



Where the f**k is indian summer???

Saturday, November 3, 2012

Jeszcze dwa tygodnie temu na zewnątrz było ciepło, a nawet przyjemnie. Do tego feria barw - coś, za co uwielbiam jesień w Polsce. Tak, dwa tygodnie temu, idealna pogoda spacerowa. Teraz jest zmino, szaro i ponuro. Nie chce się wychodzić z domu, w ogóle nic się nie chce. Nie zoszę takiej jesieni. Aż chciałobym się krzyknąć, parafrazując napis z mojej koszulki, where the fuck is polish golden autumn???

A poza tym czas się wziąć za prowadzenie tego bloga!

I can hardly believe that two weeks ago it was warm and nice outside with all this colorful leaves on the trees – for this reason I love autumn in Poland. Yep, two weeks ago it was perfect weather for walking and photo session. Now is becoming cold and gloomy so I would like to shout (to paraphrase the words on my tee): “where the fuck is indian summer???”

I moje wiśniowe kolczyki - zakupione na krakowskim rynku podczas majówki za całe 10 pln - które wprost uwielbiam! Są cokolwiek dziecinne, ale dla mnie to taka (nomen omen) wisienka na torcie :)

And the Icing on the cake - my new earring! I've bought them in Cracow for 2,5 euro. They are quite childish but I love them anyway! They look so socculent.
A ostatnie zdjęcie już w baletkach - bo przecież ile czasu można po parku w szpilkach spacerować? - ludzie się dziwnie patrzą ;)

On the last picture I'm wearing flat shoes. Apart from posing I also went for a long walk. High heels are not that comfortable then.
Kurtka: bebe
Koszulka: h&am + DIY
Spodnie: no name
Torba i okulary: calvin klein
Szpilki: ZARA
Baletki: carsona

Jacket: bebe
Tee: h&m + DIY
Pants: no name
Bag and glasses: Calvin Klein
Heels: ZARA
Flat shoes: Carsona

Friday, July 27, 2012

She does not suffer from 'shoes-holism'. She enjoys every minute of it....

Kill two birds with one stone

About me in one sentence?
My name is Mon and I'm shoes-holic ;)

Yep. If shoes-holism exists, I suffer from it. I have over 100 pairs of high heels, extremely high ;) and promised myself not to buy any more. 
And then MNG released the FeTISH SANDALS ...


And, as you can expect, starting from today I have my own! :)


Thx to my boyfriend for this great gift - isn't he lovely? :*